Katarzyna Sz.
Najpierw plusy, bo stanowczo jest ich mniej: +ładne jezioro +jest co zjeść +nikt się nie zatruł +ktoś sprzątał, bo robactwa, pajęczyn w segmencie nie było, pościel była świeża A teraz minusy: -prześcieradło cienkie jak foliowy woreczek, jedynie symboliczne, dokładnie widać wzór materaca, co mnie osobiście zwyczajnie obrzydza, na szczęście wzięliśmy kołdrę z łóżka obok, ona udawała prześcieradło -głęboki PRL to mało powiedziane, nowy sprzęt i remont to ośrodek widział gdzieś w połowie lat 70. -podłączyliśmy bojler, żeby mieć ciepłą wodę, ale już go nie odłączyliśmy, bo gniazdo całe na wierzchu, strach dotykać, nie mówić o wyszarpywaniu wtyczki -woda z jakiegoś powierzchniowego ujęcia, pomarańczowa, żelazista, że aż śmierdzi, stąd i sanitariaty pomarańczowe wyglądają jakby domestosu nie uświadczyły od lat, no ale wiem, że uświadczyć mogły, woda jednak swoje robi (ręki jednak nie dam, że widziały faktycznie) -kuchnia rozpada się, nie da się otworzyć szafki pod zlewem, bo zlew zahacza, można go lekko podnieść aby szafkę otworzyć, bo nie jest zamontowany na stałe (zlew cały zardzewiały, tak jak i baterie) -generalnie trochę strach czegoś dotykać, są jakieś szklanki, talerze a nawet słoiki (pewnie po poprzednich lokatorach), ale na dzień dobry trzeba wszystko wyszorować i wyparzyć -z prysznica korzystał tylko jeden odważny z naszej czwórki, bo ciemno i strasznie, do tego ta śmierdząca woda -wszystkie okna i drzwi nieszczelne, zamykają się tylko na słowo honoru ale mysz spokojnie się przemknie, gdyby chciała z nami zamieszkać, przez każdy otwór -w cholerę szerszeni na ośrodku, codziennie wieczorem umilały nam grilla, przylatując po 2-3 sztuki (ewidentnie gdzieś jest gniazdo, tak jak i os, ale te wzbudzają jednak mniejszy postrach choć latają na okrągło) - ławka przed segmentem skrzypi, ledwo stoi, ale przynajmniej jest cała (byliśmy 4 lata temu to po jednej stronie była tylko jedna z dwóch desek, nieco to utrudniało korzystanie) - pokoi nie będę opisywać, byliśmy tam po to, żeby się przespać, co mogę powiedzieć - są! drzwi da się zamknąć na klamkę, jest lożko, Jest kontakt, krzesła, jakaś szafeczka. Podsumowując - mam sentyment do jeziora, dwa dni przeżyłam bez prysznica, jedząc burgera za 20 zł z kotletem z biedronki i frytki aviko za 17 zł. I nawet byłoby ok, gdyby nie to, że noc kosztowała mnie 150 zł od osoby, a de facto korzystałam z łóżka i lodówki, w której leżała kiełbasa na grilla, którego oczywiście trzeba było przywieźć, takich luksusów na ośrodku nie ma ;) Ośrodek byłby świetnym miejscem, gdyby tak komukolwiek cokolwiek się tam chciało, właściciele ewidentnie czekają, aż sam zniszczeje i umrze śmiercią naturalną, 4 lata temu wyglądał identycznie, po stanie moskitier wnoszę, że nawet ich nikt nie zmienił/naprawial (w łazience sięgała poszarpana do 1/3 wysokości okna, a dziury przy framugach na 2-3 cm), toteż wieczorem trzeba pilnować aby nie zostawiać w domku światła, żeby te przeklęte szerszenie nie właziły do środka. Z dziećmi nie przyjechałabym w życiu!