Jaki znak towarowy zastrzec? Poznaj strategie ochrony marki
2022-06-08
Rejestracja znaku towarowego w Urzędzie Patentowym to najskuteczniejszy sposób ochrony przed nieuczciwą konkurencją. Problem w tym, że odmian znaków towarowych jest całkiem sporo. Które najlepiej chronią? Czy znak słowno-graficzny daje monopol również na nazwę? Warto dodatkowo zgłaszać adres firmowej domeny internetowej? Na te i inne pytania odpowiadam w tym artykule.
Co daje rejestracja znaku towarowego?
Zastrzeżenie znaku towarowego niesie za sobą szereg korzyści. Oto kilka z nich:
Gwarantuje Ci formalne prawa – nie tylko czyni Cię właścicielem Twojej marki, lecz także zapewnia przewagę podczas ewentualnego sporu z konkurentem. Wynika to z tego, że odwracasz wtedy ciężar dowodowy. Ty swoje prawa do nazwy wywodzisz ze świadectwa rejestracji. Jeżeli konkurent uważa, że może się jednak taką samą nazwą posługiwać, to musi przedstawić na to dowody. A to nie takie proste.
Daje monopol na używanie danego oznaczenia. Tym samym pozwala zarówno na zablokowanie rejestracji, jak i unieważnienie podobnego znaku towarowego konkurenta. Łatwo wykażesz, że przysługują Ci wcześniejsze kolizyjne prawa.
Pozwala na sprzedaż samej marki niezależnie od przedsiębiorstwa – warto pamiętać, że tylko zarejestrowany znak towarowy można sprzedać. Taka możliwość przeniesienia prawa ma szczególne znaczenie w przypadku sukcesji. Zarejestrowany znak towarowy można również odziedziczyć.
Uzyskujesz prawo posługiwania się prestiżowym symbolem ®. W oczach klientów kojarzy się on z oryginalnością. Tym samym wpływa pozytywnie na wizerunek Twojej marki w oczach zarówno konsumentów, jak i kontrahentów. W świetle prawa R w kółku oznacza jedynie, że dane oznaczenie jest zastrzeżonym znakiem towarowym.
Zobacz również:
Ile kosztuje zastrzeżenie znaku towarowego? Sprawdź opłaty na Polskę i UE.
Płatna i darmowa prawna ochrona marki
Rejestracja znaku towarowego gwarantuje najwyższy poziom ochrony prawnej marki. Wiąże się jednak z tym, że musisz za to wnieść stosowne opłaty do Urzędu Patentowego.
Jeżeli jednak działasz bez rejestracji, to i tak w minimalnym stopniu jesteś chroniony. Istnieją przepisy darmowe, na które możesz się wtedy powołać. Zabezpieczają one te firmy, które danym oznaczeniem posługiwały się pierwsze. Z tym że prowadzenie sporów w oparciu o prawa do znaków niezarejestrowanych jest dużo bardziej nieprzewidywalne.
Chodzi o to, że nigdy nie możesz mieć wtedy pewności, czy te prawa faktycznie Cię chronią. A jeżeli nawet chronią, to jaki jest ich zasięg. W przypadku znaku zarejestrowanego wszystko jest jasne i precyzyjne. Monopol prawny obowiązuje od dnia zgłoszenia, dotyczy towarów i usług wskazanych w wykazie oraz obejmuje równo całą Polskę.
Dobrze pokazują to poniższe wizualizacje.

Teraz już na pewno przekonałem Cię, że warto zainwestować w prawną ochronę swojej marki. Tylko jaką strategię obrać? Przygotowałem dla Ciebie porównanie, pokazujące wszystkie plusy i minusy każdej z form znaków towarowych.
Słowny znak towarowy zabezpiecza tylko nazwę
Ta forma znaku towarowego chroni warstwę fonetyczną marki. Czyli nazwę w oderwaniu od szaty graficznej. W większości przypadków daje Ci też monopol na skojarzenia wywoływane przez daną nazwę. Przykładowo sieć sklepów ŻABKA prawdopodobnie zdołałaby zablokować konkurencję pod szyldem ROPUCHA.
Wybranie tej formy ochrony ma kilka atutów:
Zapewnia monopol na brzmienie danej nazwy. W praktyce oznacza to, że zyskujesz prawo do żądania od konkurenta zmiany nazwy, jeżeli ta w reklamie radiowej prezentuje się nazbyt podobnie. Przykład: Fenix vs. Feniks.
Oszczędzasz w przypadku rebrandingu logo. Zmieniając szatę graficzną, nie musisz ponownie rejestrować słownego znaku towarowego. Choć grafika teraz inna, to przecież nazwa pozostanie bez zmian. A tę masz właśnie zastrzeżoną.
Fantastycznie nadaje się do walki z szantażem domenowym. Znak słowny zabezpiecza każdą domenę bez względu na końcówkę. A to sprawia, że nie musisz wykupywać 10 czy 30 domen. Wystarczająco ochroni Cię jeden znak słowny.
Pozwala usunąć oferty naruszycieli z Allegro, Olx czy Amazon. Wystarczy, że poinformujesz serwis, że Twoje prawa zostały naruszone i do wiadomości dołączysz skan świadectwa ochronnego. Do tego nie potrzebujesz nawet kancelarii prawnej.
Ochrona znaku słownego ma pewne ograniczenia
Mówiąc wprost, nie każdą nazwę da się w tej formie zastrzec. Określeń opisowych, tj. wskazujących na cechy usługi czy towaru, nie da się zmonopolizować. Aby znak słowny mógł zostać objęty ochroną, musi mieć zdolność odróżniającą.
Urząd Patentowy nie zgodzi się więc na zarejestrowanie zwrotów o charakterze ogólnoinformacyjnym (np. „e-kredyty.net”) czy funkcjonujących w języku potocznym (np. „supermarket”), bo określenia tego typu powinny zostać dostępne dla każdego.
Z drugiej strony czasami ciężko ocenić, czy dana nazwa będzie uznana za opisową czy nie. Przykładowo sformułowanie „Mąż na godziny” uzyskało ochronę. Najpewniej dlatego, że koniec końców nie wiadomo jakie usługi się pod nim kryją. Z kolei wątpię, aby udało się zastrzec znak „Prawnik na godziny”. Tutaj wprost mamy informację o usługach prawnych świadczonych w oparciu o rozliczenia godzinowe.
Jeżeli nie chcesz na tym etapie popełnić błędu, skorzystaj z pomocy rzecznika patentowego. Dzięki badaniu zdolności rejestrowej znaku otrzymasz informację, czy twoja nazwa jest opisowa, ale nie tylko. Weryfikacja wśród znaków podobnych pozwoli stwierdzić, czy masz się czego obawiać ze strony konkurencji. A jeżeli tak, to czy możesz swój znak dostosować jakoś do zgłoszenia. Chodzi o to, aby obejść ewentualne naruszenie.

Znak słowno-graficzny łatwiej zarejestrować
Zabezpiecza on w głównej mierze warstwę wizualną, tj. słowo w określonym otoczeniu graficznym. Do niewątpliwych atutów zastrzeżenia takiego znaku możemy zaliczyć łatwość rejestracji. Co do zasady logo z wyraźną, fantazyjną grafiką ma większą zdolność odróżniającą niż znaki słowne. Z tego powodu prościej zastrzec jest logo niż nazwę. I to nawet wtedy, kiedy dane słowo jest opisowe. To, co utkwi w umyśle odbiorców, to elementy wizualne, a nie słowne.
Warto pamiętać, że w pewnych sytuacjach znak słowno-graficzny zabezpieczy Ci również samą nazwę firmy. Chodzi jednak tylko o takie przypadki, kiedy element słowny będzie teoretycznie możliwy do zastrzeżenia niezależnie od grafiki. Przykładem niech będzie logo restauracji „Pod szalonym legwanem”. Co innego w przypadku logo z nazwą „łopatologicznie” opisową jak „MARKET24/7”.
Rejestracja firmowego logo ma pewne ograniczenia
W przypadku rebrandingu musisz zgłosić do ochrony nowe logo. To podnosi koszty, w szczególności, jeżeli działasz na skalę międzynarodową. Poza tym ochronę znaku już zastrzeżonego (a nieużywanego) możesz stracić. Jeżeli od rebrandingu minęło ponad 5 lat, to konkurent może wystąpić z wnioskiem o wygaszenie Ci rejestracji. W takim przypadku będziesz musiał przedstawić dowody na jego używanie. Inaczej przegrasz.
Często też w oparciu o znak słowno-graficzny trudniej egzekwować swoje prawa od konkurenta, który posługuje się podobną nazwą ujęte w niepodobnej grafice. Chodzi o przypadki oznaczeń będących na granicy opisowości.
Pojawia się tu pytanie, czy zastrzeżone logo daje monopol na pojawiającą się w nim nazwę (słowo) czy jedynie na konkretną szatę graficzną? Tego dylematu nie ma, jeżeli chronisz znak słowny. Skoro Urząd Patentowy Ci ochronę na znak słowny przyznał, to uznał, że można zmonopolizować samą płaszczyznę fonetyczną tego oznaczenia.
Po co wybierać? Zgłoś kilka odmian znaków towarowych
Zarejestrowanie tylko jednego znaku towarowego nie zapewnia marce stuprocentowego zabezpieczenia. Zawsze konkurent może się przybliżyć do któregoś z niechronionych elementów. Możesz tego uniknąć stosując jedną z poniższych strategii.
Strategia 1: Zgłoś logo + nazwę + sygnet
Dzięki temu uzyskasz ochronę marki na każdej płaszczyźnie – zarówno fonetyczne, jak i wizualnej. Dlaczego oprócz nazwy i logo warto zarejestrować sygnet? Ma to sens, jeżeli elementu graficznego używasz niezależnie. Np. jako oznaczenie aplikacji mobilnej. Ochroni Cię to w sytuacji, kiedy konkurent użyje innej nazwy, ale doda zbliżony sygnet.
Strategia 2: Zgłoś nazwę + logo + sygnet + wzory przemysłowe
W formie wzorów przemysłowych chroni się zwykle wytwory 3D jak np. meble. Wielu przedsiębiorców wykorzystuje je również do zabezpieczenia firmowego logo. To świetna strategia, która pozwala uzupełniać ochronę wynikającą z rejestracji znaku towarowego.
Raz, że procedura jest błyskawiczna i na UE trwa do 14 dni. A dwa – w jednym zgłoszeniu możesz zawrzeć wiele odmian kolorystycznych logo. To finalnie sprawia, że opłaty jednostkowe za każdy wzór będą niższe. Całościowo są to i tak kwoty nieporównywalnie bardziej atrakcyjne, niż chronienie tego samego w formie znaków towarowych.

Strategia 3: Zgłoś logo + nazwę firmy
Wiem, że rejestracja wielu odmian znaków towarowych i wzorów przemysłowych to nie jest tania zabawa. Z drugiej strony wybór tylko jednej formy może pozostawiać istotne luki w ochronie marki. W tym kontekście zdrowym kompromisem wydaje się zastrzeżenie równocześnie znaku słownego i słowno-graficznego.
Z danych Urzędu Patentowego wynika, że w tej formie chronionych jest ponad 99% znaków towarowych.
Warto zarejestrować domenę internetową jako znak towarowy?
Zauważyłem, że wiele firm chętnie zastrzega również adres swojej firmowej domeny internetowej. To oczywiście zgodne z prawem, ale można dyskutować, czy da Ci to jakąś szczególnie lepszą ochronę.
Chodzi o to, że rejestrując znak słowny, zyskujesz wyłączność na daną nazwę – także w postaci adresu strony internetowej. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem, rozszerzenia „www” czy „pl.” są opisowe i należy je traktować jedynie jako zwykłą informację o dostępności danej oferty w internecie.
Mówiąc inaczej, to czy zastrzeżesz znak towarowy słowny DENIS, czy to samo jako adres domeny, czyli denis.pl, nie ma znaczenia. W obu przypadkach monopol prawny obejmuje tylko słowo „denis”. W większości przypadków rejestracja adresu domeny to niepotrzebne przepalenie pieniędzy. Daje to tylko złudne poczucie silniejszej ochrony.
Moim zdaniem ma to sens tylko wtedy, gdy domena wchodzi w skład nazwy firmy. Przykładem niech będą marki Booking.com czy Pyszne.pl.